Wiem, że dosyć dawno miałam wstawić ten rozdział, ale od razu mówię, że jest on dłuższy i kolejne będą podobnej długości więc uprzedzam, żeby nie było zdziwień. :)
Pamiętaj:
Czytasz - komentujesz :)
_____________________________________________________________________
***Scarlet***
... światło oznajmiające kierowcom czy mogą już jechać zmieniło kolor na... zielony. To było właśnie moje szczęście. Tylko ja o tym nie wiedziałam, bo byłam zapatrzona w ulicę a w uszach miałam słuchawki i kompletnie nic nie słyszałam. Po chwili usłyszałam tylko pisk opon. Ocknęłam się dosyć szybko, ale leżąc na ulicy. Przede mną widziałam sporą gromadkę ludzi, w tym jednego pana rozmawiającego przez telefon. Był to właśnie kierowca srebrnego Peugeota, który mnie potrącił. Pewna kobieta mnie o tym poinformowała. Okazało się, że wzywał pogotowie.
W szpitalu odetchnęłam z ulgą kiedy usłyszałam od lekarza, że nic poważnego mi się nie stało. Sprawca wypadku przepraszał mnie bardzo za to co się wydarzyło i tłumaczył się, że mnie nie zauważył. Po chwili w szpitalu zjawiła się policja. Chcieli zabrać nas na posterunek ale zanim to zrobili moja matka przyjechała po mnie, ponieważ jeszcze nie jestem pełnoletnia. Nie wierzyłam własnym oczom kiedy ją zobaczyłam. Przyjechała specjalnie po mnie. Dopiero później kiedy powiedziałam jej, że muszę jechać na posterunek policji dowiedziałam się, że była tam tylko, dlatego że dzwonili do niej ze szpitala. Wypisali mnie i razem z panem, który przed chwilą mnie przepraszał pojechaliśmy na komendę gdzie wszystko wyjaśniliśmy z policjantem, który był bardzo wyrozumiały. Krótko mówiąc, upiekło nam się.
Zadzwoniłam do mojej pracodawczyni i wyjaśniłam jej, dlaczego tego dnia nie mogłam roznosić ulotek po czym powiedziała mi, że współczuję i że mogę przyjść kiedy chcę. Powiedziałam, że mogę nawet zaraz, ponieważ nie mam nic innego do roboty. Zgodziła się. Niestety przez ten wypadek miałam brudne ciuchy. Wróciłam do domu i się przebrałam. Wychodząc modliłam się, aby nic mi się nie stało. Nagle przypomniałam sobie, że nie zamknęłam mieszkania i nie wzięłam klucza. Zauważyłam, że drzwi wejściowe jeszcze dokładnie się nie zamknęły , więc miałam nadzieję, że dobiegnę, ale jak to mówią "Nadzieja matką głupich".
Wybrałam przypadkowy numerek na domofonie i zadzwoniłam. Odezwała się kobieta.
-Słucham?
-Przepraszam, ale zostawiłam swój klucz w mieszkaniu a drzwi mi się zamknęły. Czy mogłaby pani mi otworzyć?
-Może pani chwilkę poczekać? Za chwileczkę mój syn będzie wychodził to panią wpuści.
-Dobrze, dziękuję. Odeszłam krok od drzwi zastanawiając się dlaczego mi nie otworzyła i czekałam aż jej syn wyjdzie. Po chwili drzwi otworzyły się a ja moim oczom nie mogłam uwierzyć. Zobaczyłam wysokiego, przystojnego chłopaka o brązowych oczach i ciemnych włosach.
Kiedy zapytał mnie czemu tak sama stałam ujrzałam te jego proste jakby wybielane zęby i jasnego koloru usta.
-Czekałam aż wyjdziesz, bo zostawiłam w mieszkaniu klucze i nie mogłam wejść - odpowiedziałam
-Skąd wiedziałaś, że wyjdę?
-Kiedy zadzwoniłam do domofonu odezwała się twoja mama mówiąc, że zaraz wyjdziesz to otworzysz.
-Nie rozumiem. Nie mogła tak po prostu wcisnąć tego cholernego guzika, żeby otworzyć ci drzwi? Szybciej byśmy się poznali. Miło mi Matt jestem.
-Scarlet. Miło mi niezmiernie ale muszę przeprosić twoją jakże miłą aczkolwiek przystojną osobę, ale spieszę się do pracy. Mam nadzieję, że może jeszcze nadarzy się okazja wyjścia gdzieś razem - sama się zdziwiłam, że odważyłam się powiedzieć coś takiego.
-Z miłą chęcią wyskoczę gdzieś z panną. Zostawi mi pani swój numer telefonu?
-Dobrze panie Matt. Pozwoli mi pan pójść najpierw po klucze?
-Tak pozwolę o ile mogę iść z panią. Ty już wiesz gdzie ja mieszkam. Czas na rewanż.
-Dobra, chodź.
Weszliśmy do domu tylko, dlatego że Matt trzymał drzwi jakby wiedział, że będę tu stała bez klucza.
-Jedziemy windą?
-Jak chcesz to jedź. Ja nigdy nie wsiądę do tej morderczej maszyny - zaśmiał się - No co? Na prawdę. Ja nie wsiądę do windy. Boję się, ze się zatrzyma i nie będziemy mogli wyjść.
-To będziemy robić coś innego.
-Co masz na myśli?
-Ty już dobrze wiesz co - zaczęliśmy się śmiać - Na którym piętrze mieszkasz?
-Na czwartym. Mieszkanie numer 11.
-Ok.
Szłam, a raczej biegłam po schodach, żeby być szybciej od Matta, choć było to niemożliwe.
Kiedy w końcu dobiegłam na czwarte piętro zobaczyłam go. Stał oparty bokiem o drzwi do mojego mieszkania, skierowany w moją stronę. Patrzył na mnie tym powalającym spojrzeniem. Wyglądał tak... Porywająco. W życiu nie widziałam przystojniejszego faceta.
-No, no. Szybko wchodzisz po tych schodach.
-Wiem - podeszłam bliżej drzwi chcąc wejść do mieszkania.
Najwidoczniej nie ciągnęło go, żeby się odsunąć.
-Byłbyś łaskaw wpuścić mnie do mojego mieszkania?
-Najpierw podaj mi swój numer - powiedział stanowczo z szyderczym uśmiechem.
Jejuu.. Nie sądziłam, że mogę zakochać się w kimś kogo znam od ledwie pięciu minut. Był taki przystojny.
-Podam ci jak wezmę klucz. Już ci to mówiłam.
-Nie wierzę ci.
-Uwierz...
-Ale na prawdę mogę ci zaufać? - Zapytał gładząc kosmyk moich włosów.
-Oczywiście, ja nie potrafię kłamać - wydawało mi się, że chciał mnie pocałować
-Wierzę ci na słowo - powiedział po czym odsunął się od drzwi.
Od dawna nikt oprócz Nathana nie był dla mnie taki miły.
Poszłam po klucze, których szukałam przez ponad minutę. Kiedy wyszłam z mieszkania rozczarowałam się na Matt'cie. Nie było go. Pospiesznie zamknęłam drzwi i zbiegłam na dół pełna nadziei, ze on tam będzie. Przez okno w drzwiach nie było go widać.
-No pięknie Scarlet. Znów zakochałaś się w kimś takim - myślałam. Otworzyłam drzwi i poszłam w stronę domu mojej pracodawczyni. Po chwili w okolicach moich oczu poczułam ciepłe dłonie.
-Przestań! Nie mam humoru - myślałam, że to Nathan, bo on zawsze mi tak robił i on też ma ciepłe dłonie - Nathan!
-Nathan? Zdradzasz mnie maleńka? - Zaczął się śmiać - dlaczego nie masz humoru?
-Matt! - stanęliśmy na chwilkę - dalej chcesz...
-No oczywiście! - nie pozwolił mi dokończyć
-Pisz! - Podałam mu numer
-Dzięki - odeszłam od niego nic nie mówiąc po czym podbiegł do mnie - więc, gdzie idziemy?
-Ja idę do pracy. I tak już jestem spóźniona.
-A mogę ci pomóc?
-No mógłbyś. O ile się nie mylę to też gdzieś wychodziłeś, prawda?
-No tak, do kumpla. On może poczekać. Tak pięknej pani się nie odmawia.
-I właśnie w tym tkwi problem, bo ja ci nic nie proponowałam, więc nie masz mi czego odmawiać.
-Ale tak fajniej brzmi - zaczęliśmy się śmiać.
-No dobra. Możesz mi pomóc. Dostaniesz dwie dychy.
-Za co?
Za pomoc? Gdybym była sama dostałabym 40 zł. Jak jestem z tobą bierzemy po połowie - boże, brzmiało to jakbym nie chciała, żeby mi pomagał
-Ja nie potrzebuję twoich pieniędzy! Tylko ci pomogę.
-Nie! Ja nie jestem taka! Nie umiem nie zapłacić komuś za pomoc w mojej pracy! Ale iść ze mną możesz.
Kierując się w stronę domu mojej pracodawczyni pani Alice poznawaliśmy się coraz bardziej.
-Ile masz lat? - Zapytałam z ciekawością
-19, a ty?
-17
-I mieszkasz sama?!
-Tak.
-To tym bardziej muszę zostawić ci te pieniądze. I jeszcze mogę dołożyć jak będziesz potrzebować - był taki nachalny
-Nie! Już ci mówiłam!
-Dobra, jak sobie chcesz.
Dalej szliśmy w ciszy. Będąc niedaleko domu mojej pracodawczyni wskazałam go palcem.
Zapukałam do jej drzwi. Otworzyła w mgnieniu oka. Przedstawiłam jej Matt'a i powiedziałam, że będzie mi pomagał w roznoszeniu. Dała nam ulotki podzielone mniej więcej na pół. Chciałam, żebyśmy się rozdzielili, ale widocznie on tego nie chciał.
Stojąc przed najbliższym blokiem wcisnęłam numerek 1 na domofonie.
Otworzyła nam sympatyczny pan. Ulotki powrzucaliśmy do skrzynek pocztowych i tak samo było z resztą domów. W końcu nadszedł czas pójścia po pieniądze. Będąc u pani Alice na jej twarzy ujrzałam zdziwienie. Prawdopodobnie nie sądziła, że tak szybko nam pójdzie. Najpierw mi dała pieniądze a później Matt'owi.Pożegnaliśmy się z nią i wróciliśmy do domu. Po drodze rozmawialiśmy śmiejąc się co drugie słowo.
Kiedy doszliśmy do domu musieliśmy się rozstać, ponieważ Matt mieszka na drugim piętrze. Wiedział, że nie wsiądę do windy, więc poszedł za mną po schodach. Kiedy Byliśmy już prawie na piętrze, na którym znajduje się mieszkanie Matt'a pożegnaliśmy się i powędrowałam wyżej.
Od razu poszłam do swojego pokoju, w którym z szuflady wyjęłam pamiętnik:
"Dzisiaj poznałam świetnego chłopaka. Kiedy go ujrzałam po raz pierwszy, myślałam, że umrę. On jest taki przystojny. Normalnie ideał chłopaka. Aha... Miałam dzisiaj wypadek, ale nie będę się rozpisywać. Po prostu potrącił mnie samochód. Mam szczęście, bo nic mi się nie stało a do tego poznałam nowego chłopaka."
Poszłam do salonu, aby po tym całym męczącym dniu choć chwilę odpocząć.
_____________________________________________________________________
To się rozpisałam. :)
Mam nadzieję, że nie popełniam już takich błędów i na koniec chciałabym jeszcze podziękować kilku osobom: Gisa Marii, Domi, TMI i jednemu z anonimów. :) on/ona wie. :) (bynajmniej mam nadzieję)
Genialne. Mam nadzieje, że przez pisanie miłych komentarzy dajemy ci motywacje do dalszego pisania. Wychodzi ci to doskonale. Mam pytanie czy to co piszesz przydarzyło ci się kiedyś czy sama inspirujesz sie czymś jak to jest bo kiedy to czym czuje jak bym była tobą i to pisała. Jeszcze raz genialne.
OdpowiedzUsuńTak. Miłe komentarze motywują mnie do dalszego pisania jak i te, w których są zwracane mi uwagi, przez co rozdziały mogą być dłuższe od dwóch poprzednich.
OdpowiedzUsuńYyy.. Nie zdarzyło mi się jeszcze kiedyś coś z tego opowiadania, wszystko tak samo jakoś wpadło mi do głowy w szkole kiedy wydawało mi się, że nikt mnie nie widzi i wtedy właśnie usiadłam sobie na chodniku przed szkołą i tak mi coś takiego do głowy wpadło. Niczym się nie inspiruję a i jeszcze zapomniałam napisać, że rozdziału nie było, bo czytałam książkę i wciągnęło mnie to i tak wyszło. :)
Dziękuję bardzo. :)
Magda po prostu zaczarowałaś mnie swoim opowiadaniem!!!! Nie mogę się doczekać następnej części i życzę dużej weny. Mam nadzieję że nie będziesz robić tak jak inne dziewczyny, piszą piszą i później koniec urywają opowiadanie, bądź piszą byle co aby zakończyć opowiadanie lub piszą raz na miesiąc. Jesteś genialna. Pozdrawiam :* // Twoja czytelniczka <3
OdpowiedzUsuńOjeju.. MIło. :) Dziękuję :) Nie, nie będę robić jak inne dziewczyny, bo bloga założyłam po to, żeby pisać na nim i jak na razie nie mam zamiaru przestawać. A co do dodawania rozdziałów to nie wiem jak będą się pojawiać. Teraz są wakacje to może częściej a jak będzie szkoła to nie wiem. Może i wtedy rozdziały będą krótsze, albo będą się pojawiały coraz rzadziej. Dziękuję. :) Także pozdrawiam. :)
UsuńJejku na prawdę pisz,pisz może kiedyś przerobisz to na książkę i sprzedasz ? Bede pierwsza czytelniczką kupie wszystkie części. Pozdrawiam Agata z Krakowa
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest świetne bardzo mi sie podoba :) czekam na kolejne rozdziały tak samo ciekawe jak ten. Bo według mnie ten rozdział był jak narazie najlepszy między innymi przez to że był długi mogłaś sie bardziej rozpisac co napewno zadowala czytelników. Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały c; pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. :D - to ja ta z aska xdd :p szczerze spodobał mi się ten blog, będę tu zaglądać. ;)
OdpowiedzUsuńPisz dalej , podobają mi sie twoje opowiadania
OdpowiedzUsuńŚwietnie, myślę że będę tu zaglądać codziennie ;D
OdpowiedzUsuńMasz świetne opowiadania ;3 z chęcią bd czytać Twojego bloga :)
OdpowiedzUsuńTen rozdział bardzo mi się podoba. :) Bardzo miło widzieć, że robisz postępy i poprawiasz swoje błędy. :) Oby tak dalej! :* ~ Domi
OdpowiedzUsuńOoo, to jest udane ! Brawoo :) Oby tak dalej : *
OdpowiedzUsuńŁadnie , pierwszy raz przeczytałam twoje opowiadania nie no jest super. Oby tak dalej ^^ pozdrawiam Itap ;*
OdpowiedzUsuńSuper :) masz talent :* maleńka <3
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział? Nie mogę się doczekać, codziennie wchodzę i patrzę, czy dodałaś, ale codziennie to rozczarowanie... ._.
OdpowiedzUsuńNie obiecuję, ale myślę, że rozdział pojawi się w tym miesiącu xDD Ciężko mi coś wymyślić. Po prostu nie mogę się na tym skupić i nie wychodzi. :/ Ale myślę, że może będzie pod koniec miesiąca..
UsuńOd 2 miesięcy nic nie dodałaś. Dlaczego?
UsuńBardzo dobrze Ci idzie jeśli chodzi o pisanie tego typu opowiadań :)
OdpowiedzUsuńŻyczę powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga i wiele wiele weny na przyszłość :*
Muszę Ci powiedziec ,że piszesz fascynujące historie ;)
OdpowiedzUsuńI wciągające
Niezłe, ale popracuj nad interpunkcją, bo czasem irytuje. Aha, "aczkolwiek" znaczy "ale". Mam nadzieję, że nie potraktujesz tego jako hejt, bo opowiadanie jest naprawdę niezłe :D
OdpowiedzUsuń